Z niecierpliwością oczekujemy na początek sezonu 2018/2019

Horrory w Zduńskiej Woli i Katowicach, spacer Rekordu

12.01.18Utworzono
/uploads/assets/690/DSC_3457.JPG
Nie mogli się nudzić w piątkowy wieczór kibice futsalu. W trzech spotkaniach padło łącznie 30 bramek! W dwóch meczach losy rywalizacji rozstrzygały się w ostatnich sekundach – zarówno w Katowicach, jak i w Zduńskiej Woli w ostatniej minucie nie był znany jeszcze zwycięzca spotkania. W sobotę dokończenie kolejki meczem w Gdańsku.

 

- Chcemy przede wszystkim wygrać – zapowiadał w kontekście meczu w Szczecinie Rafał Franz. Cel udało się osiągnąć, a Rekord ponownie przypominał drużynę z jesieni, która seriami zdobywała bramki. Wizyty Rekordzistów w Szczecinie zawsze wzbudzały dużo emocji, tym razem jednak osłabieni Portowcy nie mieli nic do powiedzenia. W czwartej minucie rozpoczął strzelanie Oleksandr Bondar i chociaż gospodarze stosunkowo szybko odpowiedzieli – na listę strzelców wpisał się Bartosz Kawczak – i mieli nawet kolejne sytuacje, to jednak bramki zdobywali goście. Paweł Budniak, powracający do gry Jan Janovsky i Michał Marek. Trafienie tego ostatniego to był gol numer 100 dla Rekordu w tym sezonie!

W drugiej odsłonie trafiali ponadto doskonale czujący się w klimacie szczecińskim Michał Kubik, Rafał Franz, dwukrotnie Michal Seidler, w końcówce drugiego swojego gola dołożył Michał Marek, a hat-tricka skompletował Budniak. Gospodarze walczyli ambitnie, ale za sprawą Sebastiana Chrzczona i Konrada Prawuckiego byli w stanie jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.

 

Pogoń 04 Szczecin – Rekord Bielsko-Biała 3:11 (1:4)

Bramki: Kawczak (7), Chrzczon (33), Prawucki (36) – Budniak 3 (11, 28, 34), Marek 2 (16, 39), Seidler 2 (32, 33), Bondar (4), Janovsky (13), Kubik (26), Franz (29).

 

Spotkanie w Zduńskiej Woli zapowiadało się jako hit piątkowej części 13 serii spotkań. I faktycznie, drużyny aspirujące do medali nie zawiodły. Właściwie od pierwszych sekund – od strzału Michała Wojciechowskiego – do końcowej syreny na parkiecie w Zduńskiej Woli non-stop coś się działo. Dużo pracy w pierwszych minutach mieli bramkarze obu drużyn: Dariusz Słowiński i Nicolae Neagu. Na bramki kibice musieli jednak długo czekać. W pierwszej połowie z rzutu karnego trafił tylko Michał Szymczak.

 

Dużo efektywniej i efektowniej było po przerwie. Najpierw Daniel Krawczyk podwyższył prowadzenie i mimo kolejnych okazji bramkowych gospodarzy, to goście cieszyli się z trafienia. W drugim meczu w nowych barwach drugą bramkę zdobył Mateusz Cyman, ale ataki gospodarzy nie ustawały. Maksym Pautiak „przyniósł” gospodarzom trzeciego gola, ale w końcówce drużyna Łukasza Żebrowskiego doprowadziła do remisu. Remigiusz Spychalski, a następnie Marcin Mikołajewicz. Koniec emocji? Bynajmniej! Pół minuty w samej końcówce wystarczyło wicemistrzowi Polski by zapewnić sobie zwycięstwo 5:3.

 

Gatta Active Zduńska Wola – FC Toruń 5:3 (1:0)

Bramki: Szymczak 2 (16, 40), Krawczyk 2 (23, 40), Pautiak (29) – Cyman (26), Spychalski (37), Mikołajewicz (38)

 

Spotkanie w Katowicach bardzo dobrze rozpoczęło się dla gości. Co prawda gospodarze w pierwszych minutach mieli sytuacje bramkowe i kilkukrotnie w opałach znalazł się Jakub Budych, ale na listę strzelców w pierwszych dwudziestu minutach wpisywali się tylko goście. W 11. minucie pierwszą bramkę zdobył Dominik Solecki, który zresztą chwilę wcześniej już miał dogodną sytuację by „otworzyć” wynik. Goście po pierwszych niemrawych minutach czuli się coraz pewniej, efektem tego bramka Mateusza Kosteckiego po idealnym dograniu Romana Vakhuli.

 

Obie drużyny miały kolejne szanse w końcowych fragmentach pierwszej połowy, ale dopiero na początku drugiej odsłony po rzucie rożnym ponownie przysporzył radość gościom Kostecki. Katowiczanie nie rezygnowali z walki o korzystny wynik mimo straty trzech bramek. W kilku sytuacjach zabrakło im naprawdę niewiele. Przełamał się dopiero Tomasz Szczurek, a po chwili jeszcze większą nadzieję w serca kibiców gospodarzy wlał Krzysztof Salisz. Goście wytrzymali jednak próbę nerwów i dzięki trafieniom Łukasza Frajtaga i Romana Vakhuli do domu wrócą bogatsi o trzy punkty. Gospodarzom nie pomogło samobójcze trafienie Adama Wachońskiego – AZS UŚ notuje drugą z rzędu porażkę w tym roku.

 

AZS UŚ Katowice – Red Dragons Pniewy 3:5 (0:2)

Bramki: Szczurek (34), Salisz (35), Wachoński (samobójcza – 40) – Kostecki 2 (14, 22), Solecki (11), Frajtag (39), Vakhula (40)

 

foto: Gatta Active Zduńska Wola