Z niecierpliwością oczekujemy na początek sezonu 2019/2020

Nawrat zamurował bramkę, Rekord odjechał rywalom

12.02.19Utworzono
/uploads/assets/1616/nawratek4.jpg
Takie futsalowe szlagiery chciałoby się oglądać częściej. Rekord Bielsko-Biała pokonał w meczu kończącym 16. kolejkę Futsal Ekstraklasy zespół FC Toruń 5:0 i zrobił kolejny, ważny krok w kierunku obrony mistrzowskiego tytułu.

Spotkanie rozgrywane w Cygańskim Lesie stało na niezłym poziomie, ale emocje skończyły się tak naprawdę w 17. minucie, kiedy Kamil Surmiak po raz kolejny posłał piłkę do siatki w magiczny sposób, odzierając przyjezdnych z jakichkolwiek złudzeń i nadziei na korzystny rezultat.

 

- Na tym poziomie, jeżeli popełnia się takie błędy indywidualne to nie można skutecznie rywalizować, z takim dobrym zespołem jak Rekord - powiedział zawiedziony Marcin Mikołajewicz, kapitan FC Toruń. - Bielszczanie pokazali dzisiaj klasę i wygrali zasłużenie. Z zimną krwią wykorzystywali nasze wszystkie potknięcia. Pechowa okazała się dla nas 13. minuta, bo wtedy zaczęliśmy seryjnie tracić gole. Zwiesiliśmy głowy i dla nas to już tak naprawdę był koniec.

 

- W pierwszej połowie, szczególnie na początku, mieliśmy trochę szczęścia, bo piłka dwa razy trafiła w poprzeczkę, a raz w słupek – stwierdził bramkarz Rekordu Bartłomiej Nawrat, jeden z bohaterów tego starcia. - Cieszy gra na zero w tyłach, bo dla każdego bramkarza zachowanie czystego konta jest czymś wielkim. Cieszymy się z tej wygranej, ponieważ zrewanżowaliśmy się za porażkę z pierwszej rundy w Toruniu i sukcesywnie uciekamy w tabeli rywalom.

 

Pomarańczowo-Czarni po pierwszej odsłonie mieli czego żałować. Do 13. minuty stworzyli sobie kilka wyśmienitych okazji, ale za każdym razem na posterunku był świetnie dysponowany Nawrat. Kiedy futsalówka już go w końcu minęła, to najczęściej lądowała na obramowaniu bramki. Skuteczność nie była tego dnia domeną torunian, którzy po raz drugi w obecnej kampanii nie zdołali zdobyć gola w ligowej potyczce.

 

- Kiedy patrzę na naszą indolencję strzelecką przez pryzmat Marcina Mikołajewicza, to jakoś szczególnie mnie to nie martwi - rzekł Łukasz Żebrowski, opiekun toruńskiego zespołu. - On również miał kilka okazji w tym spotkaniu, których nie wykorzystał, ale jestem pewny, że wkrótce się odblokuje i znowu będzie seryjnie trafiać do siatki. Dzisiaj zatrzymał nas Bartek Nawrat, który zagrał fenomenalne zawody.

 

W jednej i drugiej drużynie zabrakło kilku podstawowych graczy. W ekipie gospodarzy listę nieobecnych otwierał lider klasyfikacji strzelców, Michał Marek oraz rozgrywający świetny sezon Artur Popławski. Trener Andrzej Szłapa dał więc więcej pograć bielskiej młodzieży z Surmiakiem i Janem Dudkiem na czele. Młodzi i gniewni po raz kolejny pokazali, że sporo już potrafią.

 

- Mają się od kogo uczyć. W naszym zespole jest wielu doświadczonych i klasowych zawodników, którzy potrafią grać w futsal. Młodzi bacznie ich obserwują na treningach i starają się ich naśladować. Na pewno przed nimi jeszcze sporo ciężkiej pracy, ale dzisiaj mieli dobre momenty i pokazali się z niezłej strony. To bardzo cieszy – oznajmił trener Szłapa.

 

Trener Żebrowski nie mógł między innymi skorzystać z usług golkipera Nicolae Neagu. Od pierwszych minut stanął między słupkami 20-letni Dawid Wędołowski. Młody bramkarz do 13. minuty bronił bez zarzutu, ale później doznał kontuzji i musiał go zastąpić bardziej doświadczony Kamil Naparło.

 

- Dla Wędołowskiego był to dopiero drugi występ od pierwszych minut w tym sezonie. Oceniam go pozytywnie, bo wytrzymał presję i bronił przyzwoicie. Kiedy doznał urazu zmienił go Naparło i zaliczył udany powrót na parkiety Futsal Ekstraklasa. Obsada bramki nie była tego dnia naszym największym problemem – stwierdził Żebrowski.

 

Rekordziści po pewnym zwycięstwie w hicie kolejki mają już 7 punktów przewagi nad wiceliderem z Grodu Kopernika. Z optymizmem patrzą w przyszłość, ale dla nich walka o złoty medal zakończy się dopiero w rundzie zasadniczej. - Dla nas tak naprawdę się nie zmienia. Do każdego kolejnego meczu będziemy podchodzić tak samo. 7 punktów przewagi to tak naprawdę niewiele. Wystarczą dwa przegrane spotkania i zrobi się nerwowo. W dodatku w rundzie finałowej nie będzie łatwych spotkań. Musimy cały czas być skoncentrowani i robić swoje – zakończył trener mistrza Polski.

 

Tekst: Rafał Szlaga
Zdj. Rekord Bielsko-Biała