• 04.12.2021Sobota 15
  • 04.12.2021Sobota 66
  • 04.12.2021Sobota 43
  • 04.12.2021Sobota 27
  • 05.12.2021Niedziela 52
  • 05.12.2021Niedziela 43
  • 05.12.2021Niedziela 82
  • 05.12.2021Niedziela 31

Szaleństwo, szaleństwo i jeszcze raz szaleństwo

21.11.21Utworzono
/uploads/assets/3807/505A8721.JPG
Na zakończenie 12. kolejki STATSCORE Fustal Ekstraklasy zawodnicy Dremana Opole Komprachcice i Red Devils Chojnice zaprosili na przejażdżkę kolejką górską. Pierwsi zwycięską bramkę zdobyli w dosłownie ostatniej sekundzie. Drudzy natomiast strzelili aż trzy gole w ostatniej minucie, co ostatecznie dało im bardzo cenny remis.

W Komprachcicach po porażce z liderującym Piastem chcieli jak najszybciej powrócić na zwycięską ścieżkę. Zadanie, przynajmniej na papierze, wydawało się być proste. W końcu MOKS Słoneczny Stok znajdował się w strefie spadkowej, więc musiałoby dojść do sporej niespodzianki, aby udało mu się urwać rewelacji tego sezonu.

Do przerwy mogliśmy być jednak jej świadkami. Po bramce w 5. minucie Kamila Jackiewicza białostoczanie objęli prowadzenie, co równało się z jednoczesnym rozpoczęciem ostrzału bramki bronionej przez Kamila Ulmana.

Najlepszy golkiper poprzedniej serii gier radził sobie jednak nadzwyczaj dobrze z piłkami posyłanymi w jego kierunku. Pokonać go nie udało się nawet Viniciusowi Teixeirze, który po faulu na Kacprze Opatowskim nie wykorzystał rzutu karnego.

Czystego konta zachować mu się jednak nie udało. W 18. minucie szans na to mu nie dał Tomasz Lutecki, doprowadzając szczęśliwie dla gospodarzy do remisu.  

Do odzyskania prowadzenia wciąż jednak było. MOKS mądrze się bronił, a przy okazji wyprowadzał bardzo groźne kontry. Jedną z nich na gola powinien zamienić Krzysztof Kożuszkiewicz, ale w sytuacji sam na sam górą był Dawid Lach.

Równie świetnie po drugiej stronie spisywał się Ulman, który powstrzymał najpierw soczyste uderzenie Viniego po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a następnie, już z bliższej odległości Arkadiusza Szypczyńskiego.

I kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się rezultatem 1:1 zagapienie się jednego z białostoczan wykorzystał Krzysztof Elsner. Przejął piłkę, pognał z nią w kierunku bramki rywala, następnie wyłożył ją Viniemu, który ku radości kibiców w Komprachcicach, dosłownie w ostatniej sekundzie wpakował ją do pustej siatki.


DREMAN OPOLE KOMPRACHCICE – MOKS SŁONECZNY STOK BIAŁYSTOK 2:1 (1:1)

Bramki: Tomasz Lutecki (18), Vini (40) – Kamil Jackiewicz (5).


W Derbach Pomorza trudno było wskazać jednostronnego faworyta. Teoretycznie wyżej w tabeli znajdował się Team Lębork, ale chojniczanie też nie mieli wielkiej straty do nich, więc i można było spodziewać się praktycznie każdego rezultatu.

Z tego względu nie mogła nas dziwić minimalna dominacja gospodarzy w pierwszej części spotkania. Lęborczanie częściej atakowali, oddawali strzały, co już w 5. minucie dało im prowadzenie po bramce Yvaaldo Gomesa.

Na kolejne trafienia musieliśmy czekać jednak już do zmiany stron, i to dosłownie. Po zaledwie dziesięciu sekundach od wznowienia gry piłkę do siatki wpakował Oleh Nehela i na tablicy wyników mieliśmy 1:1.

Ukrainiec powinien trafić również na 2:1 w 29. minucie. Po kontrataku Mario Ossorio i świetnym wystawieniu przez niego piłki uderzył jednak zaledwie w boczną siatkę. Najlepszy strzelec Czerwonych Diabłów mimo to może mówić o dużym szczęściu. Kiedy bowiem na prowadzenie wyszli gospodarze po strzale z najbliższej odległości Piotra Łapigrowskiego, temu udało się błyskawicznie odpowiedzieć, dzięki piłce otrzymanej na czystą pozycję od Janisa Pastarsa.

Równie szybko na tego gola odpowiedział jednak Łapigrowski, co w końcu zmusiło Red Devils do postawienia wszystkiego na jedną kartę i grę z wycofanym bramkarzem. Zamiast jednak doprowadzić do wyrównania, przyjezdni powiększyli swoje straty, tracąc piłkę na rzecz Gomesa, który pewnie skierował futsalówkę do pustej siatki.

Nie był to jednak ostatni akcent postawiony przez Brazylijczyka. Ten został zaznaczony chwilę potem, kiedy z równie dużym spokojem wykorzystał brak bramkarza i bawiąc się przy okazji uderzył piłkę piętą, podwyższając wynik na 5:2.

Radości po końcowej syrenie jednak nie było. Chojniczanie, początkowo jakby na otarcie łez zaczęli odrabiać straty w ostatniej minucie. Na listę strzelców wpisał się Robert Świtoń, ale kiedy uczynił to także Mario Ossorio, goście uwierzyli w całkowite odrobienie strat, co na sześć sekund przed końcem uczynił Petro Seniuk, doprowadzając do remisu 5:5.


TEAM LĘBORK – RED DEVILS CHOJNICE 5:5 (1:0)

Bramki: Yvaaldo Gomes (5, 38, 39), Piotr Łapigrowski (30, 32) – Oleh Nehela (21, 31), Robert Świtoń (40), Mario Ossorio (40), Petro Seniuk (40).


Autor: Łukasz Leski

Fot. Sławomir Jakubowski