9:3
Czwartek05.02.2026, 18:00
4:4
Czwartek05.02.2026, 20:00
16:00
Sobota07.02.2026, 16:00
18:00
Sobota07.02.2026, 18:00
18:00
Sobota07.02.2026, 18:00
18:00
Sobota07.02.2026, 18:00
17:00
Niedziela08.02.2026, 17:00
18:00
Niedziela08.02.2026, 18:00
Każdy z trenerów otrzymał trzy pytania. Na początek przedstawiamy wypowiedź szkoleniowca AZS UŚ Katowice, Marcina Waniczka.
FOGO Futsal Ekstraklasa: Jak oceniłby Pan poziom sportowy tegorocznych Mistrzostw Europy w futsalu — tempo gry, intensywność oraz organizację najmocniejszych reprezentacji?
Marcin Waniczek: Poziom sportowy w Europie i na świecie bardzo się wyrównał. Oczywiście można to uznać za banał, ale faktycznie tak jest. Kto obserwował różne rozgrywki odbywające się równolegle — Mistrzostwa Azji, Europy czy Ameryki Południowej — widzi, że coraz trudniej jest znaleźć przewagi i wygrać mecz w sposób zdecydowany. Gra bardzo przyspieszyła, a co za tym idzie, czas na podjęcie decyzji jest coraz bardziej ograniczony.
Dziś czołowe drużyny szukają szybkich przewag — zarówno z wykorzystaniem bramkarza, jak i bez jego udziału — opierają się na dynamicznych pojedynkach 1 na 1, sile fizycznej czy dużej rotacji w systemach, gdzie silni pivoci potrafią utrzymać piłkę na połowie przeciwnika, zejść do ustawienia 4–0 lub znaleźć przestrzeń między liniami. Nie możemy zapominać, że nawet najlepsze drużyny nie wstydzą się prostych rozwiązań, by ominąć pierwszą linię obrony albo w sposób uproszczony stworzyć przewagę w polu bramkowym rywala — bo to właśnie tam zdobywa się w futsalu najwięcej bramek.
Uważam, że upraszczanie gry i sprowadzanie jej do kilku kluczowych rozwiązań taktycznych będzie drogą na przyszłość. O wszystkim decyduje jakość wykonania i schematy zachowań, a nie ogromna liczba skomplikowanych rozwiązań. Ostatnim elementem, który mocno rzuca się w oczy, jest zacierająca się różnica między elementami techniczno-taktycznymi w piłce jedenastoosobowej a futsalem — mam na myśli przyjęcie, kontrolę przestrzeni, skracanie lub zawężanie pola gry.
Po tym, co zobaczyliśmy w półfinałach — co dziś Pana zdaniem najbardziej decyduje o sukcesie na takim turnieju?
Oprócz elementów, o których wspomniałem wcześniej, uważam, że gdy dążymy do uproszczenia gry, dwa czynniki stają się kluczowe: skuteczność — nie tylko pod bramką przeciwnika, ale również w odbiorze piłki — oraz kontrola meczu w fazie defensywnej. Kluczowe jest to, jak reagujemy na przewagi przeciwnika, jakie mamy odległości między obrońcami, jak dużo rotacji występuje w naszej grze obronnej i jak na nie reagujemy. W dużym skrócie: mecze są „na żyletki”, a o wyniku decydują liczba strat, reakcja na nie oraz odporność psychiczna zawodników i trenerów w kluczowych momentach.
To był trzeci z rzędu turniej finałowy reprezentacji Polski, a jednocześnie nasz najsłabszy występ — bez ani jednego punktu. Tymczasem w finale mamy Hiszpanię, której liga nie ma limitów obcokrajowców. Skoro więc problemem nie są same limity i przepisy, to gdzie leży prawdziwa przyczyna słabego występu reprezentacji Polski?
Myślę, że — jak w przypadku każdej katastrofy lotniczej — powodów jest kilka. Błażej Korczyński trafnie zdiagnozował, gdzie możemy szukać przewag i jakie elementy decydują o końcowym sukcesie. Jednak jak to w naszym zawodzie bywa — wynik, liczba punktów oraz bilans bramek są decydujące. Marcelo Bielsa powiedział kiedyś, że różnica między zwycięstwem a porażką wcale nie jest duża. W mojej ocenie kluczowy był pierwszy mecz — byliśmy w nim przemotywowani, reagowaliśmy nerwowo i przeplataliśmy dobre akcje słabymi. Gdy na boisku coś nie idzie po naszej myśli, zawodnicy często zachowują się chaotycznie i podejmują dziwne decyzje.
Jeśli chodzi o personalia, limity obcokrajowców czy małą liczbę młodych zawodników — proszę mi wierzyć, my Polacy mamy skłonność do postrzegania rzeczy w kategoriach „czarne albo białe”. A prawda zazwyczaj leży gdzieś pośrodku. Od dłuższego czasu powtarzam, że kluczowym problemem nie jest dopływ młodych zawodników do futsalu, lecz ich rezygnacja i brak długoterminowego utrzymania się na poziomie FOGO Futsal Ekstraklasy. Futsal jest sportem trudnym, wymagającym dużego doświadczenia. Zanim zawodnik nabierze odpowiednich umiejętności i boiskowej mądrości, często rezygnuje i zajmuje się karierą zawodową, w najlepszym wypadku grając na poziomie pierwszej ligi. Kiedyś naliczyłem co najmniej dwadzieścia takich przypadków.
Niestety czas potrzebny, by zawodnik przystosował się do obecnego poziomu Ekstraklasy, jest coraz dłuższy. A kto ma dziś cierpliwość i środki, by czekać? Pamiętajmy — działajmy rozważnie, tak aby decyzjami administracyjnymi nagradzać kluby, a nie je karać.
fot. AZS UŚ Katowice