6:6
Sobota03.10.2026, 16:00
10:0
Sobota03.10.2026, 18:00
4:0
Sobota03.10.2026, 18:00
5:0
Sobota03.10.2026, 18:00
2:2
Sobota03.10.2026, 20:00
3:1
Niedziela04.10.2026, 16:00
1:2
Niedziela04.10.2026, 17:00
8:0
Niedziela04.10.2026, 18:00
Dwa dni grania przyniosły ciekawe spotkania, zaskakujące rozstrzygnięcia, a kibicom niektórych drużyn – nadzieję na lepszą dalszą część sezonu. Rozgrywki nabierają tempa, zespoły coraz lepiej się zgrywają i krystalizuje się rzeczywista siła poszczególnych ośrodków.
Kolejkę zaczęliśmy od ciekawego spotkania w Pniewach, podczas którego szala przechylała się w jedną i drugą stronę. Strzelanie zaczęli Wojskowi, których pierwsze w meczu prowadzenie trwało zaledwie 12 sekund. Remis po trafieniu Adriana Ramireza również był krótkotrwały – tak samo zresztą jak kolejne prowadzenie Legionistów. W krótkim czasie wynik na swoją korzyść odwróciły Czerwone Smoki, po raz pierwszy obejmując prowadzenie w tym spotkaniu, jednak na przerwę obie ekipy schodziły przy remisie. Po zmianie stron wydawać się mogło, że Pniewianie dopiszą pierwsze zwycięstwo w tym sezonie – odskoczyli na trzy trafienia, jednak Legia ruszyła w szaleńczą pogoń za wynikiem, która zaowocowała wyrównaniem w 37. minucie. Było to ostatnie trafienie w tym starciu. Smoki zainkasowały więc pierwszy punkt w sezonie, a Legia zaczęła oddalać się od czołowej ósemki.
ENEA RED DRAGONS PNIEWY - LEGIA WARSZAWA 6:6 (3:3)
Ramirez (9’, 25’, 29’), Toloza 11’, Kozak 14’, Kostecki 26’ - Zmijiwski 8’, Kaka 10’, Correia (16’, 37’), Lele 30’, Nowakowski 36’
Zaskakujący pod kątem ostatecznego wyniku był z pewnością mecz we Wrocławiu. W to, że podrażniony porażką z Bochnią Śląsk może wygrać z Constarctem Olsztyn, raczej nikt nie wątpił, bo Wrocławianie udowadniali już w tym sezonie, że są siłą, z którą trzeba się liczyć. Pokonanie niezatrzymanej do 6. kolejki ekipy z Olsztyna na zero z tyłu nie było jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Tak się jednak stało – gospodarze przewagę zbudowali głównie w pierwszej połowie i nieznacznie powiększyli ją po zmianie stron. Drużyna ze stolicy Dolnego Śląska ponownie pokazała, że potrafi wykorzystywać mniejszą liczbę okazji niż przeciwnik oraz że skuteczna gra w obronie nie jest jej obca. Więcej ataków przeprowadzili goście (Śląsk – 68, Constarct Olsztyn – 92), co przełożyło się na więcej strzałów celnych (Śląsk – 8, Constarct Olsztyn – 19), nie starczyło to jednak na zdobycie choćby jednej bramki przez Konstruktorów i to Wrocławianie wrócili na zwycięską ścieżkę.
JAXAN WKS ŚLĄSK WROCŁAW - CONSTRACT OLSZTYN 4:0 (3:0)
Claudio 2’, Ribeiro (3’, 20’), Henrique 23’
Rostyslav Semenchenko Show – tak najkrócej można nazwać spotkanie pomiędzy Eurobusem Przemyśl a BSF-em. Reprezentant Ukrainy zdominował bowiem pierwszą część gry i w ciągu dziesięciu minut skompletował hat-tricka, czym wydatnie wpłynął na przebieg całego starcia. Po zmianie stron również strzelali tylko gospodarze, którzy poza najważniejszą statystyką wyraźnie zdominowali pozostałe aspekty gry. Trudnego i tak zadania nie ułatwiała reprezentantom Miasta Soli czerwona kartka, którą Mikhael Almeida zobaczył już w 3. minucie meczu. Eurobus pozostaje więc jedną z dwóch niepokonanych drużyn, a BSF dzięki dobrym rezultatom z poprzednich spotkań utrzymał się w czołowej ósemce.
TEXOM EUROBUS PRZEMYŚL - BSF ABJ BOCHNIA 5:0 (3:0)
Semenchenko (2’, 10’, 10’), Korsun 28’, Fareniuk 30’
Spotkanie pomiędzy Rekordem a Futsalem Świecie, rozgrywane w Bielsku-Białej, spokojnie można nazwać pokazem siły gospodarzy. Rekordziści od początku narzucili swoje warunki, które dla gości okazały się wyjątkowo bolesne. Największy kawałek tortu, jakim było ośmiobramkowe prowadzenie w pierwszej części gry, należał do Gabriela Morgato – po niecałych sześciu minutach meczu skompletował dublet, a na hat-tricka zamienił go na niespełna dwie i pół minuty przed przerwą. Po zmianie stron Pantery zwarły szyki w obronie i długo nie pozwalały na kolejne trafienia, jednak przy braku własnych bramek nie zdołały odmienić losów meczu. Wynik przypieczętowały ostatecznie dwa trafienia Rekordzistów z samej końcówki spotkania. Cała bielska drużyna zagrała koncertowo, zdominowała rywali i pewnie sięgnęła po komplet punktów.
REKORD BIELSKO-BIAŁA - FUTSAL ŚWIECIE 10:0 (8:0)
Kaniewski 2’, Morgato (2’, 6’, 18’), Zastawnik 11’, Budniak 12’, Ferreira 15’, Henrique 19’, Krzempek 38’, Marek 40’
Ostatnie sobotnie spotkanie było meczem walki dwóch wyrównanych drużyn, które znajdowały się i nadal znajdują obok siebie w ekstraklasowej tabeli. Rywalizacja KKF Motus Kazimierzy Wielkiej z FC Reiter Toruń przez cały czas toczyła się w bliskim kontakcie i długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Pierwsza bramka padła dopiero w 18. minucie i dała prowadzenie gościom z Grodu Kopernika, jednak jeszcze przed przerwą Byki doprowadziły do wyrównania. Po zmianie stron gol padł za to błyskawicznie – już po 20 sekundach gospodarze objęli prowadzenie, które długo utrzymywali. Próby zdobycia kolejnych bramek – zarówno ze strony Torunian, jak i KKF-u – kończyły się niepowodzeniem. Sztuka ta udała się dopiero gościom w 33. minucie, czym ustalili ostateczny wynik meczu.
KKF MOTUS KAZIMIERZA WIELKA - FC REITER TORUŃ 2:2 (1:1)
Milovac 20’, Compte 21’ - Guille 18’, Kraśniewski 33’
Niedzielne granie otwierało starcie beniaminków z Poznania i Białegostoku, które wbrew miejscom w tabeli było bardzo wyrównane, a w niektórych aspektach gry Jaga była od Wiary Lecha po prostu lepsza – goście częściej atakowali i częściej celnie uderzali na bramkę. Nie przełożyło się to jednak na większą liczbę trafień, których zresztą w pierwszej połowie w ogóle nie oglądaliśmy, choć kilkukrotnie było naprawdę blisko. Po przerwie gospodarze otworzyli wynik meczu, jednak z prowadzenia nie cieszyli się długo i wydawało się, że goście mogą sprawić niespodziankę w stolicy Wielkopolski. Punktem zwrotnym spotkania była czerwona kartka, którą otrzymał Oleksandr Kolesnykov – Wiara Lecha najpierw wykorzystała grę rywali w osłabieniu, potem brak ich kluczowego zawodnika, odskoczyła na dwie bramki i tym samym przypieczętowała zwycięstwo.
FUTSAL WIARA LECHA - JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 3:1 (0:0)
Oussama 26’, Kozłowski 32’, Cepeda 34’ - Neme 29’
Niemałą sensacją pachniało również w Sierakowicach, gdzie We-Met mierzył się z Piastem Gliwice. Aż do 16. minuty utrzymywał się bowiem bezbramkowy remis, a pierwsi – ku uciesze miejscowych kibiców i zaskoczeniu postronnych widzów – prowadzenie objęli futsaliści Dumy Kaszub. Niewiele brakowało, by gospodarze jako pierwsi w sezonie wygrali połowę z Mistrzami Polski, jednak tuż przed przerwą goście doprowadzili do wyrównania. Po zmianie stron długo żadna z ekip nie potrafiła trafić do siatki – udało się to Gliwiczanom dopiero w 32. minucie i było to decydujące trafienie w tym spotkaniu. Z takiego przebiegu meczu można wysnuć dwa wnioski: We-Met złapał właściwy rytm i prawdopodobnie żegna się z niefortunnym początkiem sezonu, natomiast Piasta – choć dominuje – da się długo powstrzymywać przed zdobywaniem bramek, a co za tym idzie: przed odnoszeniem kolejnych zwycięstw.
WE-MET FC GMINA SIERAKOWICE - PIAST GLIWICE 1:2 (1:1)
Carvalho 16’ - Panes 19’, Lazzaretti 32’
Na zakończenie 7. serii gier GI Malepszy Leszno mierzyli się własnym parkiecie z AZS UŚ Katowice i było to spotkanie, które dla gospodarzy z pewnością jest bardzo ważne. Leszczynianie początek sezonu mieli nieudany, potem przyszło pierwsze zwycięstwo z Jagą, wyrównane spotkanie z Piastem, a teraz Leszczynianie odnieśli przekonujące zwycięstwo nad Akademikami, bo tak należy rozpatrywać ostateczne rozstrzygnięcie tej rywalizacji. Gospodarze kilka minut się rozkręcali, jednak gdy wrzucili wyższy bieg zaczęli stopniowo odjeżdżać Katowiczanom i przed przerwą mieli już pięć bramek przewagi. Po zmianie stron długo nie padały kolejne bramki, jednak spora ilość fauli gości doprowadziła do wykorzystanego przedłużonego rzutu karnego w 38. minucie, a gra z wycofanym bramkarzem również stała się okazją dla GI Malepszy do powiększenia przewagi w końcówce spotkania. Kibiców z Leszna z pewnością cieszy fakt, że drużyna weszła na odpowiednie obroty i grała dobrze. Z drugiej strony sympatycy AZS-u mogą mogą odczuwać mały ból głowy, gdyż jest to druga porażka z rzędu.
GI MALEPSZY LESZNO - AZS UŚ KATOWICE 8:0 (5:0)
Gallego (7’, 18’), Siecla (11’, 39’), Udris 11’, Skrzypek (16’, 39’), Lisowski 38’